 |
 |
| Aktualnie jesteś: |
|
|
|
Historia |
[...] "Wieś Komańcza założona została w dobrach królewskich na prawie wołoskim w 1512 roku, na podstawie przywileju lokacyjnego wydanego Iwankowi, krajnikowi ze Szczawnego, przez starostę sanockiego Mikołaja Kamienieckiego.
Zgodnie z przywilejem wieś miała się nazywać Krzemienna, lecz z czasem przyjęła się nazwa Komańcza, od płynącego tutaj Kumanieckiego Potoku (dawniej Barburka; obecnie Barbarka), niektóre źródła podają, że nazwa Komańcza związana jest z tatarskim plemieniem Kumanczy, którzy przed wiekami dotarli na te tereny.
Lustracja królewszczyzny z 1565 roku stwierdza, już w Komańczy, a nie w Krzemiennej, 21 rodzin obrabiających 11 i 3/4 łana ziemi. Ponadto obrabiany był tu jeden łan kniazia i jeden popowski. Po najeździe, w 1657 roku, wojsk Jerzego Rakoczego, który rabował i grabił te tereny, w Komańczy żyło tylko kilka rodzin obrabiających dwa łany. W niespełna 30 lat później, na Komańczę spadło kolejne nieszczęście. W 1686 roku na wieś napadła banda węgierskich tołhajów, rabując wszystko, co się dało.
Potomkowie kniazia Komańczy otrzymali - zapewne za zasługi wojenne - tytuły szlacheckie z herbem Leliwa i przyjęli od nazwy miejscowości nazwisko Kumanieccy. W XVIII wieku wznieśli oni drewniany dwór z wysokim, czterospadowym dachem gontowym, który uległ zniszczeniu po 1945 roku. Po okresie zniszczeń i napadów nastał okres ożywienia gospodarczego Komańczy, na co wpłynęła budowa w latach 1872-1888 linii kolejowej z Przemyśla przez Chyrów, Zagórz do Budapesztu przez Przełęcz Łupkowską. W grudniu 1872 roku doprowadzono linię do Nowego Łupkowa, a 31 grudnia 1874 roku otwarto tu na Przełęczy Łupkowskiej (640 m n.p.m.) tunel o długości 642 m na trasie Nowy Łupków - Palota - Medzilaborce. Umożliwiło to połączenie z kolejami węgierskimi na Zakarpaciu.
Czas I wojny zapisał się krwawo w historii Bieszczadów, a szczególnie Komańczy. Walki toczyły się od listopada 1914 roku. Linia frontu była zmienna, biegła m.in. pasmem Połonin, Otrytu i Ostrego. Wojskowe znaczenie tego regionu, jak i całych Karpat było ogromne. Gdyby wojska rosyjskie przedarły się przez Karpaty na Węgry, monarchia Habsburgów poniosłaby klęskę. W listopadzie 1914 roku Rosjanie zepchnęli Austriaków na linię Polańczyk - Wołkowyja - Otryt, a pod koniec grudnia zajęli już Rzepedź i inne miejscowości, by w pierwszym dniu 1915 roku zająć Przełęcz Użocką. Tu linia frontu zatrzymała się na dłużej. Austriacy zaczęli wznosić stałe linie obrony, co przyniosło efekty. Pod koniec stycznia odzyskali Przełęcz Użocką. Wyparli też Rosjan z Otrytu. Trwały tutaj walki i potyczki, aż do 2 maja. W tym to dniu ruszyła wielka ofensywa austriacko-niemiecka, która rozbiła front rosyjski. Rosjanie w pośpiechu opuszczali wywalczone pozycje na terenie Bieszczadów. Pod koniec wojny monarchia Habsburgów zaczęła upadać. Pogórze Bieszczadzkie znalazło się na styku walk polsko - ukraińskich. Na początku 1919 roku Pogórze zostało opanowane przez oddziały polskie.
Pierwsze dni listopada 1918 roku przyniosły utworzenie tzw. Republiki Komańczańskiej, ruchu na rzecz połączenia się z niepodległą Ukrainą, który objął około 30 okolicznych wsi. W Wisłoku Wielkim miejscowy proboszcz greckokatolicki, o. Pantalejmon Szpyłka, zwołał wiec, na którym uchwalono przyłączenie wsi do Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej i utworzenie milicji, na zasadzie pospolitego ruszenia. Każde gospodarstwo miało dać 1 mężczyznę, a dla utrzymania tej formacji nałożono podatek na Żydów.
W następnych dniach akces do państwa ukraińskiego zgłosiły: Czystohorb, Przybyszów, Karlików, Płonna, Komańcza, Rzepedź, Turzańsk, Duszatyn, Prełuki, Maniów, Balnica, Smolnik, Wola Michowa, Łupków, Osławica, Radoszyce, Dołżyca, Mików, Szczaw-ne, Wysoczany i Mokre. Głównym ośrodkiem ruchu stała się szybko Komańcza, stąd w literaturze przyjęła się nazwa "Republiki Komańczańskiej". Komańczańscy przywódcy wysłali delegację do władz ukraińskich w Stryju, chcąc się im podporządkować i szukając u nich pomocy. W międzyczasie toczyły się podobne działania w Baligrodzie i Ustrzykach.
Pod koniec listopada rozpoczęły się starcia pomiędzy milicją komańczańską a zagórzańską. Koncentrowały się one głównie w rejonie: Wysoczany - Mokre - Szczawne, przy czym Polacy dokonywali kolejowych wypadów aż po Komańczę. Główną ukraińską placówką obronną było Szczawne. Komańczanie wystawili 800-1000 ludzi, z których mniej niż połowa miała broń palną. Amunicji było niewiele, broni maszynowej, granatów i materiałów wybuchowych nie było wcale. "Republika Komańczańska" nie dysponowała też ani jednym oficerem, a nielicznym podoficerom nie udało się zaprowadzić elementarnej karności wojskowej. Wyjątek stanowił wytrwały w boju i bitny oddział prełuczan. W Komańczy przygotowano "pociąg pancerny", w którym ściany wagonu obmurowano cegłą. Nie odegrał on jednak w walkach żadnej roli.
22 stycznia 1919 roku ruszyła polska ofensywa przeciw Komańczy i Baligrodowi. Była to operacja bardziej policyjno-represyjna, niż wojskowa; wzięło w niej udział po stronie polskiej około 300 ludzi. Z początku praktycznie nie napotkano oporu. W Wisłoku w ogóle nie doszło do starcia, a o. Szpyłka dał się łatwo aresztować. Dopiero w Komańczy doszło do walki. Po opanowaniu wsi przez Polaków, rozproszeni Ukraińcy zebrali się na grzbiecie Sokolisk. Było ich około 350, z których 120 miało karabiny, pozostali - widły, kosy i siekiery. Po przybyciu pociągu z Sanoka z oddziałem wojsk polskich, oddział ukraiński rozbiegł się w panice. Przybyły pociągiem oddział polski rozpoczął represyjne palenie zagród we wsi. Na widok pożarów milicjanci z Komańczy pobiegli ratować swój dobytek, a osamotnieni prełuczanie przerwali walkę i nie niepokojeni wycofali się przez Osławicę do swej wsi.
Następnego dnia Polacy bez oporu obsadzili Łupków i stację graniczną - główny cel operacji, a dopiero piątego dnia po zajęciu Komańczy, wkroczyli do Prełuk. Po serii aresztowań i niezbyt istotnych potyczkach, "Republika Komańczańska" przestała istnieć. 3 lutego do Maniowa przybył z Cisnej czterdziestoosobowy oddział ukraiński, który rozpoczął w okolicznych wsiach pobór do armii ukraińskiej. Weterani wojny światowej niechętnie jednak wracali do jakichkolwiek szeregów. Mieszkańcy Woli Michowej stawiali nawet czynny opór, którym kierował proboszcz greckokatolicki. Po nieudanym ataku na polski posterunek w Łupkowie większość zmobilizowanych rozbiegła się do domów. Następnego dnia oddział z Cisnej zjawił się ponownie, w większej sile, aresztował proboszcza Woli Michowej, a na noc stanął w Maniowie. Tu został zaatakowany przez dezerterów i chłopów: żołnierzy rozbrojono, ich dowódcę zabito, a jeńców wraz z bronią odstawiono do Łupkowa, wydając ich w ręce polskie.
W okresie międzywojennym Komańcza zaczęła rozwijać się jako miejscowość letniskowa. W bocznej dolince powstało Letnisko - Komańcza; zbudowano tu kilka piętrowych, drewnianych pensjonatów. Do dziś dotrwały tylko dwa z nich. W jednym mieści się obecnie Klasztor Sióstr Nazaretanek, drugi zajmuje schronisko PTTK.
Polska międzywojenna była państwem wielonarodowościowym, a w 1921 roku Ukraińcy stanowili 14,3% ludności, ich liczba wynosiła wówczas 3,9 mln. Pod koniec lat trzydziestych liczba ludności ukraińskiej wynosiła około 4,5-5 mln. W ostatnim okresie, przed wybuchem II wojny światowej, południową część powiatu sanockiego w pasie Czystohorb - Wisłok Wielki, Radoszyce, Komańcza, Prełuki, Mokre, Duszatyn - zamieszkiwała przeważnie ludność łemkowska i ukraińska, z pojedynczymi skupiskami ludności polskiej.
We wrześniu 1939 roku Bieszczady, w tym Komańcza, błyskawicznie znalazły się pod okupacją niemiecką, potem na mocy paktu Ribbentrop - Mołotow, Niemcy podzieliły się tym regionem z Sowietami. Granica przebiegała wzdłuż Sanu. Po stronie sowieckiej zaczęły się deportacje głównie Polaków na Syberię, zaś po stronie niemieckiej okupanci werbowali i obsadzali stanowiska Ukraińcami, tworząc służby pomocnicze, policję ukraińską, a wszystko po to, by podjudzać przeciwko sobie do tej pory w miarę zgodnie ze sobą żyjącą ludność polską i ukraińską.
W pierwszych dniach II wojny światowej oddziały polskie, strzegące granicy, stoczyły kilka potyczek z dywersantami niemieckimi i ukraińskimi. Saperzy wysadzili tunel pod Przełęczą Łupkowską, odcinając połączenie kolejowe ze Słowacją. Do większych walk w okolicach Komańczy nie doszło; między 9 a 12 września wkroczyły w Bieszczady jednostki Wehrmachtu, radośnie witane przez ukraińskich nacjonalistów. Rozpoczęła się ponura okupacyjna noc, masowe aresztowania patriotów, egzekucje, prześladowania, eksterminacja Żydów i Cyganów.
Niemal od pierwszych dni okupacji w Bieszczadach i Komańczy zaczął się rodzić ruch oporu. Przede wszystkim jego działalność skupiała się na organizowaniu kurierskich tras przerzutowych przez "zieloną granicę" na Węgry. Oto jak o tej działalności wspomina Aleksander Rybicki ps. "Jacek", który w tym czasie kierował placówką przerzutową "Bronisława" w Sanoku:
"Punktem kontrolnym drogi "las" z Warszawy był Zarszyn, gdzie działał "Olcha" (Władysław Łykowski). "Olcha" zawiadamiał o przyjściu kuriera "Romana" (Roman Wolański) w Jaćmierzu, ten zaś informacje przekazywał mnie. Punkt przerzutowy znajdował się w Żubraczem u "Doliwy" (Helena Kosiatkiewicz). Droga do Żubraczego miała dwa warianty. Jeden prowadził przez Kalnicę, drugi przez Łupków i Maniów. Na miejscu kurierów przejmowała "Doliwa" i ukrywała ich albo u siebie, albo u "Pauliny" (Paulina Filipiak)".
Okupant niemiecki niemal od samego początku rozprawiał się krwawo z ludnością narodowości żydowskiej i cygańskiej. Już jesienią 1941 roku w Szczawnem żandarmi niemieccy zebrali pod jednym budynkiem wszystkich zamieszkujących tę miejscowość Cyganów, 37 osób, wraz z kobietami i dziećmi i rozstrzelali ich na miejscu. W połowie czerwca 1943 roku, 28 Cyganów mieszkających wówczas w Komańczy wymordowano jednego dnia w lesie w dolinie potoku Piwnego.
U schyłku 1944 roku większa część Podkarpacia była już wolna. Wraz z odbudową zniszczonego kraju rozpoczęła się także burzliwa działalność UPA. Oprócz walk, mordowania bezbronnej ludności, banderowcy niszczyli linie kolejowe, drogi, mosty itp.
19 marca 1946 roku banderowcy zaatakowali odcinek kolejowy Szczawne - Mokre - Czaszyn, wykoleili pociąg, rozebrali pół kilometra torów i wrzucili je do Osławy, dalszemu zniszczeniu linii kolejowej zapobiegł wezwany na pomoc pociąg pancerny. O zniszczeniach dokonanych przez UPA w nocy z 21 na 22 marca 1946 roku przez UPA, "Rocznik Sanocki" tom IV pisze:
"Na przestrzeni od Komańczy do Czaszyna cała linia kolejowa zdemolowana. Wszystkie mosty spalone, słupy telegraficzne ścięte i spalone na stosie. Miejscami całe odcinki toru kolejowego wraz z podkładami wrzucone do rzeki. Między m. Mokre a m. Czaszyn strącono z nasypu kolejowego cysternę z ropą i wagon pancerny oraz lokomotywę, które następnie spalono. Mosty drogowe, począwszy od Komańczy aż Tarnawę wszystkie spalone. Placówka WOP z Komańczy, udała się do miejscowości Jasiel i po ściągnięciu tamtejszej placówki WOP powracająca do Sanoka w sile około 140 ludzi, została otoczona i zlikwidowana. Po spaleniu gromady Komańcza przez banderowców, na ich żądanie sołtys z Komańczy zwołał zebranie, którym banderowcy oświadczyli, że przeciwko prawym Polakom nie występują. Walczą jedynie przeciwko komunizmowi...".
Do ochrony kolei, zapewnienia normalnej pracy na już w 1944 roku utworzono Rejony Służby Ochrony Kolei, a placówki znajdowały się m.in. w Zagórzu i Komańczy. W dyspozycji zaś wojska znajdował się pociąg pancerny zdobyty na Niemcach, który siał postrach wśród UPA. W jednej z akcji pancerniacy wzięli do niewoli łącznika z sotni "Chrynia" (Chrina), który miał przy sobie plik istotnych dokumentów. Ich strata stanowiła dla bandytów ciężki cios. Po kilku dniach, gdy "pancerniak" stał na stacji w Zagórzu i uzupełniał amunicję, do telefonu został wezwany jego kapitan Jarosz. Z Rzepedzi dzwonił banderowski watażka "Chryń". Zajął on stację, sterroryzował kolejarzy i mieszkańców, a wszystko po to, żeby porozmawiać z kapitanem. "Słuchaj no, taki synu - wrzeszczał do słuchawki. Wziąłeś mojego człowieka, niech cię diabli, ale dokumenty musisz mi oddać, bo inaczej rozwalę ciebie i ten twój pociąg". Po dłuższych rozmowach kapitana z dowódcą dywizji, były uzasadnione obawy, że teren może być zaminowany, zapadła zgoda na wyjazd pociągu do Rzepedzi. Kiedy pociąg pancerny dojechał do Rzepedzi, wystraszeni mieszkańcy byli jeszcze pod wrażeniem pobytu sotni "Chrynia", z przerażeniem opowiadali o szalejącymi z wściekłości watażce. Upowcy jednak nie czekali na przybycie pociągu i wycofali się w lasy. 1
[...]
Po zakończeniu działań wojennych, w 1947 roku nastąpiła akcja "Wisła", która miała na celu ostateczne zniszczenie UPA i wysiedlenie pozostałej jeszcze ludności ukraińskiej na ziemie odzyskane i tereny ZSRR. Wysiedleniu z Komańczy poddana została niewielka grupa ludności. Po roku 1956 część z nich powróciła.
źródło: http://komancza.info |
|
|
|
|
|